Szablon by Alexxa

niedziela, 4 stycznia 2015

Drugi.


            Tak jak myślałam, spóźniłam się na metro. Kolejne przyjechało dziesięć minut później, więc na stadion dobiegłam kwadrans przed rozpoczęciem treningu. Przebrałam się w mgnieniu oka, lecz na murawę weszłam równo z pierwszym gwizdkiem trenerki.
            Laura Harvey potrafiła być naprawdę przerażającą kobietą. Zerwane przednie więzadła krzyżowe nie pozwalały na dalszą karierę, więc zaproponowano jej posadę trenera. Dobrze spełniała się w tej roli, bo osiągałyśmy spore sukcesy.
            Ustawiłam się w szeregu, witając się z koleżankami z drużyny. Nie było nam dane dłużej porozmawiać, bo usłyszałyśmy kolejny gwizdek. Pięć okrążeń całego stadionu. Zrobiłam trzy skłony - jak zawsze - i zaczęłam biec truchtem. Doskonale rozumiałam, czemu Laura chciała dziś dać nam wycisk. Za dwa tygodnie gramy ważny mecz, na dziewczyny ze szwedzkiej Umei. Były siedmiokrotnymi mistrzyniami swojego kraju, więc musiałyśmy się przyłożyć.
            Dwie godziny minęły mi na męczących przebieżkach, ćwiczeniach i krótkim meczu. Marzyłam tylko o gorącej kąpieli i miękkim łóżku. W szatni wzięłam tylko szybki prysznic, żeby zmyć z siebie pot i kurz, przebrałam się w swoje ubrania i pognałam na stację. Pociąg akurat wjeżdżał na peron, więc odetchnęłam z ulgą. Udało mi się nawet znaleźć miejsce siedzące i całą drogę spędziłam na czytaniu podręcznika z mechaniki. Niedługo czekały mnie egzaminy, w końcu byłam na ostatnim roku studiów. Tak bardzo pochłonęła mnie lektura, że prawie przegapiłam swój przystanek.
            Zaszłam do sklepu ze zdrową żywnością, który był na szczęście po drugiej stronie ulicy bloku, w którym od dziś mieszkam. Kupiłam zieloną herbatę, banana, pięć pomarańczy, jogurt naturalny, po paczce płatków owsianych, zbożowych i jęczmiennych, kilka garści orzechów laskowych i migdałów. Miałam ochotę na zwyczajne musli i sok pomarańczowy. Wpakowałam wszystko do torby i wyszłam na ruchliwą ulicę. Nie chciało mi się czekać na windę, a przecież siódme piętro nie jest tak wysoko, prawda? Szybkim krokiem pokonałam schody i weszłam do mieszkania.
            Na kanapie siedział Luke i dwójka innych chłopaków. Grali w coś na konsoli, po odgłosach dochodzących z głośników, śmiało mogłam stwierdzić, że to FIFA. Ashtona nie było w zasięgu mojego wzroku. Zdjęłam Air Maxy, położyłam klucze na komodzie i poszłam do swojego nowego pokoju. Wyjęłam z torby ręcznik, po czym wrzuciłam ją pod łóżko. Otworzyłam walizkę, w poszukiwaniu jakiejś piżamy. Jęknęłam cicho. Charlie kategorycznie zabraniał mi posiadania luźnych, męskich koszulek, więc żadnej takowej nie miałam. Wyciągnęłam kosmetyczkę, krótkie, czarne spodenki i białą bokserkę, i stwierdziłam, że się nada. Przewiesiłam wszystko przez ramię i wyszłam.
            Słyszałam szum wody spod prysznica, więc uznałam, że Irwin się kąpie. Zrezygnowana wróciłam do sypialni po reklamówkę z zakupami. Poszłam do kuchni i zabrałam się za robienie sobie kolacji. Dziwnie się czułam, grzebiąc po szafkach, szczególnie gdy tamta trójka siedziała na kanapie. Chociaż w sumie teraz też tu mieszkałam, więc w czym problem? Bez zbędnych trudności znalazłam miskę i łyżkę, ale nigdzie nie widziałam wyciskarki.
-Czego szukasz? - jeden z gości Ashtona usiadł na blacie, po mojej prawej stronie. - Calum. Ten tam to Michael, a Hemmingsa już chyba znasz. - wyciągnął dłoń, którą lekko uścisnęłam.
-Thea. Uhm, czegoś, czym mogłabym wycisnąć sok z pomarańczy. - mruknęłam.
-Trzecia szuflada. - brunet wskazał mi szafkę za mną, za co podziękowałam mu skinieniem głowy.
            Wycisnęłam sok do wysokiej szklanki, wyrzuciłam skórki i wytarłam blat. Zrobiłam musli, wzięłam miskę i swoje rzeczy i usiadłam na krześle przy wysepce. Przyglądałam się Calumowi i temu drugiemu. Komicznie wyglądał z tymi zielonymi włosami i śmiesznie się denerwował, kiedy brunet strzelał mu kolejnego gola. Po siódmym z kolei, rzucił pada na stolik i fuknął pod nosem. Zaśmiałam się cicho, czym zwróciłam na siebie ich uwagę.
-Jak jesteś taka mądra, to sama spróbuj. - mruknął Luke.
-Czekajcie chwilę. - zeskoczyłam ze stołka, wrzuciłam rzeczy do pokoju i wróciłam. Usiadłam pomiędzy chłopakami i wzięłam joystick w rękę. - Mogę zagrać twoją drużyną?
            Michael kiwnął głową. Calum posłał mi cwaniacki uśmiech. Nie był świadomy tego, że ja uwielbiam piłkę nożną, nie tylko w rzeczywistości. Charlie przestał już ze mną grać, bo wiedział, że nigdy nie wygra. Strzeliłam palcami i nacisnęłam START.
            Już po pierwszej połowie meczu, chłopak przeklinał pod nosem. Wygrywałam trzynaście do jednego, na dodatek tragicznie dobranym składem. Zdziwiłam się, kiedy do salonu wszedł Ashton i - zobaczywszy marne wyniki kolegi - chciał ze mną zagrać. Co mi szkodzi? Udowodnię im, kolejny raz, że dziewczyny też mogą być dobre w grach.
            Szło ciężko. Irwin postawił na obronę, kiedy u mnie dominował atak. Nie przeszkodziło mi to jednak w strzeleniu czterech goli, chociaż blondynowi też nie szło źle. Wygrywałam jednym punktem, a do końca meczu zostało czterdzieści sześć sekund. Próbował wszystkiego, nawet zaczął wyrywać mi pada z ręki, na co reagowałam śmiechem. Niestety, ostateczny wynik 4:3 dla mnie.
-Jeśli grasz tak na żywo, to gratulacje. - uśmiechnął się szeroko, na co wzruszyłam ramionami.
-To nie była nawet jedna setna tego, co potrafię. - wytknęłam język w ich stronę i wstałam. - Miło było!
            Posłałam im uśmiech i odeszłam. Wzięłam z pokoju ręcznik i piżamę, i poszłam do łazienki. Rozebrałam się i weszłam do wanny pełnej gorącej wody. Sama nie wiem, ile czasu minęło, ale wyszłam, kiedy woda zrobiła się zimna. Rozczesałam mokre włosy, przebrałam się i zmyłam resztki tuszu do rzęs z policzków. Wyszłam z pomieszczenia, krzyknęłam chłopakom dobranoc i weszłam do siebie. Opadłam na łóżko, wzięłam do ręki telefon i wybrałam numer Charliego.

*
-Ashtooon, nie masz może jeszcze jednego pokoju do wynajęcia? Chciałbym się z nią ożenić! - Calum się rozmarzył i położył głowę na moim ramieniu.
-Nic z tego, Hood, jest moja. - mruknąłem pod nosem.
-Znów się założyliście? - spytał Michael, zacierając ręce. - O co tym razem?
-Ash ubzdurał sobie, że uda mu się zaciągnąć ją do łóżka. - Luke zaśmiał się, co prawda nieco ironicznie. - To oczywiste, że mu to nie wyjdzie. - wzruszył ramionami.
-Lukey, Lukey, Lukey. - pokręciłem głową rozbawiony. - Jak zwykle nie masz racji.
-Daj spokój, stary. Jest mechanikiem, gra w nogę, rozwaliła cię w FIFĘ, nosi dresy jak Cal. Pewnie jest lesbijką, przyjaźni się z jakimś pedałem. - burknął blondyn, a ja nie zamierzałem kontynuować z nim tej dyskusji.
-Dobra, nie wyganiam was, ale spieprzajcie. Jestem zmęczony.
            Nie fatygowałem się, żeby odprowadzić ich do drzwi. Calum błagał mnie jeszcze o numer do Thei, Michael przypomniał mi o jutrzejszej próbie, a Luke tylko patrzył na mnie z dziwnym uśmieszkiem na twarzy. Pokazałem mu środkowy palec, na co wszyscy zarechotali, ale w końcu wyszli. Podniosłem się z kanapy. Nie byłem zmęczony, ani nie chciało mi się spać. Miałem ochotę wziąć gitarę, może napisać kilka wersów jakiejś nowej piosenki. Mijając drzwi do pokoju współlokatorki, mogłem usłyszeć jak z kimś rozmawia, pewnie przez telefon. Śmiało mogłem stwierdzić, że rozmawia z jakimś mężczyzną, po sposobie, w jakim zwracała się do rozmówcy. Może jednak kogoś miała? Co, jeśli Luke miał rację i naprawdę mi się nie uda? Pokręciłem głową, by pozbyć się tych natrętnych myśli. Wszedłem do sypialni, wziąłem instrument i wróciłem do salonu. Ze stolika wziąłem swój zeszyt i otworzyłem go na czystej stronie. Notatnik pełnił funkcję mojego pamiętnika, jedynie Luke miał do niego wgląd. Teksty, które tam pisałem odzwierciedlały moje uczucia, a chłopak sprawdzał, czy nadają się do wykorzystania przez zespół. Zastukałem kilka razy długopisem o papier, a po chwili kartka, jakby sama, zapełniła się słowami. Wziąłem do ręki gitarę i próbowałem wymyślić pasującą melodię, nucąc cicho, napisany przed chwilą tekst. Sam nie wiem ile czasu grałem, ale przestraszyłem się, kiedy usłyszałem kroki, dochodzące z korytarza. Podniosłem głowę i zobaczyłem brunetkę, która wkładała przez głowę bordową bluzę.
-Obudziłem cię? - mruknąłem, nie spuszczając z niej wzroku.
-Nie, po prostu nie mogę spać. - zaśmiała się krótko i nerwowo, drapiąc się za uchem. - Wiesz może, czy jest tu gdzieś jeszcze otwarty sklep? Potrzebuję wina.
-Jest, jakieś pięć minut drogi stąd. W sumie to zaprowadzę cię, też bym się czegoś napił. - wstałem, chwyciłem z wieszaka swoją kurtkę i założyłem czarne vansy. - Gotowa?
            Dziewczyna wsunęła na stopy swoje Air Maxy i wyszła za mną. Po drodze pokazywałem jej w miarę znaczące miejsca, takie jak spożywczak, warzywniak, czy biblioteka. Nie rozmawialiśmy zbyt dużo, ale cisza między nami wcale nie była niezręczna. Musiałem przyznać, że wyglądała całkiem uroczo. Rozpuszczone włosy opadały jej falami na ramiona, usta miała rozchylone, gdyż z zachwytem przyglądała się księżycowi, odbijającemu się w Tamizie. Światła latarni odbijały się w jej brązowych tęczówkach, a blask, bijący od kolorowych, neonowych szyldów w śmieszny sposób zabarwiał jej twarz. Wyglądała jakby była w tym mieście pierwszy raz, chociaż dobrze wiedziałem, że tak nie jest.
            Błąkała się chwilę między sklepowymi półkami, jednak w końcu stanęła przy kasie z tabliczką deserowej czekolady i butelką czerwonego, półsłodkiego wina. Poprosiła kasjera o paczkę Marlboro Gold i zapalniczkę, na co spojrzałem na nią bardzo zdziwiony. Zapłaciła dwadzieścia funtów, wino i czekoladę schowała do torebki, a papierosy do kieszeni bluzy. Sam też kupiłem fajki i czteropak Carlsberga, i po chwili wyszliśmy ze sklepu.
-Nie sądziłem, że palisz. - powiedziałem, na co popatrzyła na mnie z uśmiechem.
-Rzadko mi się to zdarza. Palę, gdy piję. - poklepała swoją torebkę, a ja kiwnąłem głową, na znak, że ją rozumiem.
            Weszliśmy do mieszkania, a ja od razu usiadłem na kanapie i otworzyłem puszkę z piwem. Pociągnąłem sporego łyka i odstawiłem ją na stolik. Dziewczyna zniknęła w swoim pokoju, a ja miałem cichą nadzieję, że wróci i posiedzi ze mną. Ucieszyłem się, kiedy zobaczyłem ją, wchodzącą do salonu. Postawiła swoje wino na stoliku, z szafki kuchennej wyciągnęła kieliszek i usiadła obok mnie. Po sekundzie jednak wstała, z powrotem poszła do kuchni i wróciła z korkociągiem. Chwilę mocowała się z korkiem i otworzyła je w momencie, kiedy chciałem zaproponować pomoc. Nalała sobie cały kieliszek i od razu upiła prawie połowę.
-Jak ja za tym tęskniłam. - wyszeptała i zaśmiała się cicho. Usiadła po turecku i zmrużyła powieki. - Grasz na gitarze?
-Jak widać. - pokiwałem głową. - Ale wolę perkusję. Gram w zespole, tak przy okazji.
-Oh. Ja czasami śpiewam w restauracji znajomej. - popatrzyłem na nią z uniesionymi brwiami. - Nic wielkiego, serio. - wzruszyła ramionami i wzięła kolejnego łyka.
-Calum prosił mnie o twój numer. - zaśmiałem się, a ona uśmiechnęła się szeroko i wyciągnęła telefon z tylnej kieszeni jeansów.
-Daj mi jego, zaraz do niego napiszę. - zachichotała, a ja podyktowałem jej numer. Szybko wystukała treść wiadomości i odłożyła komórkę. Nie musiała długo czekać na odpowiedź, bo urządzenie głośno zawibrowało.
-Teraz się od ciebie nie odczepi. - powiedziałem z uśmiechem, dopijając piwo. - Mogę się założyć, że zacznie cię męczyć o grę w dwadzieścia pytań.
-Taak, właśnie mi to zaproponował. - wzruszyła ramionami. W pewnym momencie zarumieniła się po uszy. Wypiła całą zawartość kieliszka, po czym zakaszlała.
-Co, spytał się o twój pierwszy seks, czy zrobisz mu loda, czy może o ulubioną pozycję? - zaśmiałem się  i otworzyłem drugą puszkę Carlsberga.
-Spytał, czy chciałabym pójść z tobą do łóżka. - popatrzyła na mnie, a ja zmarszczyłem brwi. Cholerny Hood. Spytałem ją, czy poszłaby, na co zrobiła się jeszcze bardziej czerwona. - Uhm, no wiesz.. Musiałabym wypić trochę więcej niż jedną butelkę, ale myślę, że tak.
            Osłupiałem. Czy ona naprawdę powiedziała, że chciałaby się ze mną pieprzyć? Co z tego, że musiałaby być pijana. Przynajmniej teraz wiem, że mam jakąkolwiek szansę, by wygrać ten głupi zakład. W duchu przybiłem sobie piątkę. Usłyszałem perlisty śmiech dziewczyny, po czym się ocknąłem. Musiałem wyglądać naprawdę komicznie, wpatrując się w nią szeroko otwartymi oczyma i rozchylonymi ustami. Przeczesałem włosy dłonią i pokręciłem głową rozbawiony. Wziąłem papierosy ze stolika, kiwnąłem głową na Theę i wyszedłem na balkon.
            Usiadłem na jednym z trzech wiklinowych foteli, obitych ciemną poduszką. Wyciągnąłem fajkę, odpaliłem ją i wyciągnąłem w jej stronę zapaloną zapalniczkę. Wsunęła swojego Marlboro między wargi i zaciągnęła się, zasysając delikatnie policzki. Chyba nie muszę mówić, co sobie wyobraziłem. Mentalnie dałem sobie w mordę, chociaż obraz, który powstał w mojej głowie, był bardzo przyjemny. Zagadałem ją, o byle jaką głupotę, by trochę zająć myśli.
            Wróciliśmy do środka. Dziewczyna usiadła na kanapie, znów po turecku i nalała sobie wina do kieliszka. Po co, skoro jeszcze przed chwilą piła je prosto z butelki? Wypiła pół lampki i, mógłbym przysiąc, że cicho beknęła. Zaśmiałem się, po czym usłyszałem ciche sorry. Mruknęła, że jej za gorąco, a po chwili zaczęła ściągać bluzę przez głowę. Odsłoniła przy tym spory kawałek swojego brzucha, a ja nie mogłem odciągnąć od niego wzroku. Jednak jej koszulka szybko opadła, przynosząc mi tym niemały zawód.
            Siedzieliśmy tak razem do trzeciej nad ranem. Sporo mi o sobie opowiedziała, alkohol trochę rozwiązał jej język. Dowiedziałem się, że chłopak, z którym oglądała mieszkanie, to jej brat bliźniak. Chyba mi trochę ulżyło. Powiedziała też, że jest sama, aczkolwiek ma na oku jednego chłopaka z uczelni, ale on nie zwraca na nią uwagi. Sam nie wiem kiedy, ale dziewczyna chyba zaczęła mi się żalić. Jessie chodził z nią na wykłady, siedział nawet trzy miejsca od niej i wciąż się nią nie zainteresował. Sama twierdzi, że spróbowała już wszystkiego i po prostu zrezygnowała. Z jednej strony, miałem konkurenta i bałem się, że jednak któregoś dnia, ten "słodki Jessie", nie będzie w stanie oprzeć się zalotom brunetki i szybciej dobierze się jej do majtek. Wystarczyło chwilę pomyśleć, a rozwiązanie samo przyszło do głowy.
-Wiesz co, Thea? Mam pomysł. Pomogę ci poderwać tego kolesia.
            Dziewczyna rozdziawiła buzię. Wyglądała, jakby analizowała wszystkie za i przeciw, ale po dłuższej chwili rzuciła się na mnie i mocno przytuliła.
-Dziękidziękidzięki! Tylko jak ja ci się odwdzięczę?
            Oh, kochana, nagroda przyjdzie do mnie sama.


***
Jest i dwójeczka! Zapraszam do obejrzenia zwiastuna, który niedawno się pojawił <zakładka "zwiastun i spis treści">
Dajcie znać co myślicie :*

4 komentarze:

  1. omgomgomg nooo widzę, że akcja zaczyna się rozwijać na maksa!! czyli bad boy Ash, tak?? Już cie kocham xdd cóż za wyznania i to na trzeźwo hahahaha xdd a zwiastun boski ♥ duuuużo weny i buziole ;**

    p.s. zapraszam na ff również o Ashtonie:

    http://rock-god-fanfiction.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  2. Super. Uwielbiam. Ubóstwiam xD

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie chcę was wyganiać, ale spieprzajcie - ten tekst mnie rozwalił. Choć chłopaki wymyślili ten głupi zakład, bo jak wszystkie zakłady pewnie niekolorowo może się to skończyć (tak tylko przeczuwam, choć mogę się mylić :D), to jednak kurczę nie sposób ich nie lubić. Zabawa Caluma w dwadzieścia pytań - dobre zagranie. Choć opowiadanie ma dopiero dwa rozdziały, to już je naprawdę bardzo lubię. Czekam z niecierpliwością na ciąg dalszy. Pozdrawiam :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Przeczytałam właśnie wszystko i jestem w szoku.
    Tak jak walk-in-shadows, to jest niesamowite! :D
    Mimo tego, jakie ma plany Ash, to go luubie :D
    Czekam na new! :D

    OdpowiedzUsuń